Obserwatorzy

Etykiety

amigurumi (30) aniołek (2) bombka (11) breloczek (6) brugijka (1) czapka (2) dekoracje świąteczne (28) dzwoneczki (7) firanka (12) frywolitka (25) gwiazdki (6) haft krzyżykowy (3) kaczuszki (1) kolczyki (7) kolia frywolitkowa (2) królik (3) maskotka (22) maskotki (25) miś (17) naszyjnik (4) ocieplacz na kubek (3) parasolka (1) podkładka (2) poncho (2) serduszka (4) serweta (29) sówki (5) tutki (6) wiklina (9) zakładka (14) zawieszka (3) zazdroska (14) ślimak (2)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje świąteczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje świąteczne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 stycznia 2017

noworocznie


No i mamy Nowy Rok
Święta minęły jakoś szybko, nawet nie miałam czasu nic napisać ani pochwalić się tym, co przygotowałam. Grudzień przeleciał nie wiem kiedy. Oczywiście nałożyło się na to wiele rzeczy, a to ostatnie prezenty (w sumie jestem zorganizowana, bo większość była przygotowana już w listopadzie), a to w pracy sajgon (jak to zwykle w grudniu) no i jeszcze M mi się rozchorował, więc w sprzątaniu zostałam sama na polu bitwy, o zakupach nie wspomnę (to jest chyba najgorsza rzecz - kolejki za rybą, za suszem ... i kilogramy reklamówek do dźwigania). Zawsze załatwiał to M (zresztą w ostatniej chwili - czego nie cierpię, ale cóż - skoro lubi stać w kolejkach - to jego wola. Tyle, że przez jego choróbsko zostałam z tym sama). Mała z temperaturą 37,5 - 38 zastanawiała się, czy też nie zachorować, więc aby pomóc jej w podjęciu dobrej decyzji - zagoniłam do łóżka. Całe szczęście - nic się nie wykluło ale wszystko niestety spadło na mnie. 

Skończyło się na tym, że dekoracje zostały w większości z tamtego roku, z wyjątkiem kilku nowości, które wszystkim (przynajmniej tak mówią) przypadły do gustu.

Tak więc powstała papierowa choinka


To całkowita nowość.
Pojawiła się, ponieważ konieczne okazało się uprzątnięcie szafy,
a właśnie na niej leżały czekające rurki gazeciane. 



 Trzy godziny i choinka gotowa. Miałam problem z pniem, ale w końcu też powstał z rurek. Malowanie, dekorowanie i włala. 


Kolejna dekoracja to zimowe obrazki. Zwykle wiszą tam kolorowe szydełkowe serduszka - tym razem - szyszunie z różnych odsłonach - a to maźnięte białą farbą, a to srebrną lub złotą a to całkowicie zwyczajne. 


 Na pierwszym planie szydełkowe śnieżynki zwisające z żyrandola.

Cotton ballsy już pokazywałam. Jest ich dziesięć i w środku mają zamontowane niebieskie światełka ledowe (niestety nie było już białych - bardzo żałuję).

Dekoracyjne świece, to kolejna nowość, która na pewno pojawi się podczas kolejnych świąt. Są świetne. Bardzo mi się podobają. Idealne do każdego wystroju, można je dowolnie modyfikować i dodawać kolorystyczne akcenty - dla mnie bomba.




No i mój konik - wianuszek. Z niego jestem naprawdę dumna. Pierwszy raz robiłam taką dekorację i na pewno nie ostatni. Zwykle część wykorzystanych dekoracji zanoszę do pracy - wianuszka jednak chyba nie wyniosę :) Uwielbiam go.





No i tradycyjna choinka - jest wyjątkowa, ale nie potrafię zrobić jej ładnego zdjęcia. Tak naprawdę nie ma już na niej prawie bombek (jedynie te, które Mała przywiozła z wycieczki szkolnej do fabryki bombek), są za to cukierki, filcowe zawieszki, szyszki, krążki suszonych jabłek i pomarańczy no i kilka szydełkowych gwiazdek :)


Niestety nie udało mi się zrobić wszystkiego - druciana choinka stoi za szafą i czeka na moją wenę - żałuję, że jej nie zrobiłam, ale nie mam wyrzutów sumienia. Zrobiłam, ile dałam radę. Goście zadowoleni z prezentów, najedzeni, zachwyceni atmosferą i zapachami (właśnie znalazłam jeszcze na kaloryferze w kuchni suszone pomarańcze).
 Czuję się urobiona po łokcie ale dumna, szczęśliwa i spełniona. I tak chciałabym się czuć w przyszłe święta. Tego życzę także Wam, z okazji Nowego Roku.

A Wam jak podobają się takie dekoracje?  Czy któreś wyjątkowo przypadły Wam do gustu?

wtorek, 5 stycznia 2016

zmisiowałam

Tak, oszalałam na misiowym punkcie. Istne szaleństwo.
Misiowy zawrót głowy. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale w grudniu nie miałam czasu, siły i ochoty na dzierganie niczego innego. Teraz tylko chwalę się efektami tej pracy, bo jak pisałam wcześniej - daję odpocząć moim oczom, które dały mi o sobie znać. Do tej pory nigdy na nie nie narzekałam, więc mam nadzieję, że jak troszkę odpoczną, to im się polepszy :)
A na razie kolejny mikołajkowy misiaczek:


Najpierw, z kolegą z poprzedniego posta :)


Teraz, ze starym kumplem, który od momentu wydziergania, służy mi za wzór :)
Tutaj doskonale widać, że mam ulubione kolory misiaczków (zielony, szary i różowy).
Maskotek w takich kolorach wydziergałam najwięcej :) 


... samotnie


i na koniec - ponownie w miłym towarzystwie.

Strasznie pocieszne są te maskotki. Miło się nad nimi pracuje. Wasze komentarze także świadczą o tym, że misiaki się podobają, więc mam nadzieję jak najszybciej do nich wrócić. Na razie czeka Was jeszcze kilka egzemplarzy, których już nie mam a którymi nie miałam okazji się pochwalić.
Tak więc - do następnego posta :)

I baaaardzo mocno dziękuję za wszystkie życzenia, którymi mnie uraczyłyście. Starałam się zajrzeć do każdej z Was w święta i podzielić się życzeniami, ale jeśli któryś blog mi umknął, to bardzo przepraszam i przesyłam życzenia noworoczne.


poniedziałek, 28 grudnia 2015

Świątecznie, po :)

Właśnie uświadomiłam sobie, że jestem goła i wesoła :)
To niesamowite, ale okazało się, że wszystkie tegoroczne, handmade'owe ozdóbki ... wyszły. Albo są u rodziny, albo u sąsiadów albo u bliższych bądź dalszych znajomych. Zostało mi tylko to, co zrobiłam sobie w zeszłym roku (zresztą w okrojonej wersji). Ale jak tu nie dać czegoś, do czego oczy się cieszą :) Mi serce rośnie a obdarowany zadowolony. Tak więc zostałam jedynie z wikliną, którą i tak wyniosłam do pracy i z szydełkowymi gwiazdkami i dzwoneczkami z poprzedniego roku. Bombka nie ocalała ani jedna, Nic, tylko się cieszyć


Tak więc dziś mam do pokazania jedynie dwie rzeczy:
 1. Choineczka na parapecie w pracy

w dwóch odsłonach ...


i wianuszek na biureczku :)


Nawet nie myślałam, że jestem taka kreatywna :)
(ale wiem jedno, w przyszłym roku muszę znacznie wcześniej pomyśleć nad przygotowaniem warsztatu do pracy: zbieraniem szyszek, ozdobnych traw i owoców). Wianuszki robią furorę, choć muszę przyznać, że praktyczniejsze są takie robione "na gęsto" numer drugi i czwarty. Można je swobodnie powiesić na drzwiach i nie rozciągają się pod swoim ciężarem
(te co mam wiszą od dwóch tygodni i na razie nawet się nie odkształciły). 

To oczywiście nie wszystko, co chciałam pokazać. Mam też kilka szydełkowych robótek. Niestety okazało się, że oczy też mają swoją granicę wytrzymałości i niestety dają o sobie znać (jak nigdy do tej pory). Coraz częściej odstawiam szydełko, bo dzierganie bardzo je męczy, więc prace szydełkowe będę prezentować na raty :)))
Żartuję oczywiście. Na raty tak, ale dlatego, że zagłębiam się dla odmiany w papierkową robotę (nie wiklinową niestety) i do Nowego Roku nie będzie mnie widać zza stosu papierzysków. Od czasu do czasu będę jedynie wrzucać na bloga to, co już zdążyłam wydziergać przed świętami i w święta, co by tak całkowicie nie zniknąć :)

Pozdrawiam Wszystkich cieplutko

niedziela, 6 grudnia 2015

wianuszkowo

Misie całkowicie pochłonęły mój wolny czas. Dziergam je w różnych wariantach kolorystycznych (na pewno pochwalę się, jak już znajdę odrobinę więcej czasu). 
Święta tuz tuż a ja z przygotowaniami tradycyjnie jestem w lesie (chyba z moimi niedźwiedziami).
Jakiś czas temu udało mi się zrobić cztery wianuszki z papierowej wikliny. To pierwsze tego typu wianuszki więc proszę o wyrozumiałość. 

1. Ten był pierwszy - córka jednak powiedziała, że się nie nadaje, bo wygląda jak "ślubny" :)



 2. Ten jest specjalnie dla niej.
Pomarańcz wydaje się taki mało świąteczny ale w rzeczywistości ze złotem wygląda obłędnie :)


3. W srebrze (którego w błysku lampy prawie nie widać )


4. No i ostatni - na bogato :)



A na koniec, jeszcze choineczka


Niestety zdjęcia wykonane są na szybko telefonem i na dodatek z fleszem. Szczególnie tam, gdzie są białe i srebrne ozdoby widać, że zdjęcia są prześwietlone.
Niestety nie wiem, kiedy udałoby mi się zrobić ładne zdjęcia aparatem :(
Pozdrawiam wszystkich cieplutko i dziękuję za komentarze. 

wtorek, 22 września 2015

pospiesznie

To nie jest tak, że ja nie chcę nic napisać albo nic nie robię. Ja najzwyczajniej w świecie nie mam czasu ... na nic. A najgorsze jest to, że nie mam czasu dla dziecka, dla męża no i dla siebie. Mam nadzieję, że niedługo sytuacja się uspokoi. Strasznie ciągnie mnie do szydełka, do czółenek no i do papierowych tutek, że aż mnie skręca. Krzyżykowy domek (a raczej jego komin) zerka na mnie co wieczór z szafeczki przy łóżku a ja tylko odwracam głowę i udaję, że go nie widzę.


Jeszcze tydzień, no może dwa i w pracy będzie spokojniej (mam nadzieję). 

Na razie  ....aniołek - dla mamy
z gazety :)






środa, 15 lipca 2015

anielsko

W końcu mam wakacje. Cieszę się ogromnie, chociaż jeszcze nie do końca. Mam masę papierkowej roboty (do domu), która niestety nie daje mi spokoju. I niestety ja, jak to ja - wzięłam się za tysiąc innych niecierpiących zwłoki rzeczy. W końcu uświadomiłam sobie jakie mam zaległości i ile rzeczy robię jednocześnie. Otóż, jestem w trakcie dziergania firany, skręcam papierowe tutki z gazety no i ... wróciłam do haftu krzyżykowego. Co ciekawe, dużo czasu poświęcam także moim roślinkom - o zgrozo - nigdy tego nie lubiłam (z wzajemnością) :) No i oprócz tego czekają mnie papierzyska z pracy - wrrrrr

Koniecznie muszę się wszystkim pochwalić, ale po kolei.
Dziś aniołki, które zrobiłam dla mamy. Mama zbiera aniołki ale ja zawsze zarzekałam się i nie chciałam ich dziergać. Pomyślałam, że dla mamy zrobię wyjątek i wydziergałam pierwsze w życiu anioły. 

Numer jeden:


Numer dwa:


Numer trzy:


Numer cztery niestety zniknął. Nie wiem jak to się stało, ale zdjęcia nie ma. Było i nie ma. 

Komplet aniołków jest już u obdarowanej, więc w najbliższym czasie nie zrobię kolejnego. Jak tylko jednak uda mi się uzupełnić dokumentację fotograficzną - zrobię to na pewno. Schematy znalazłam tu. Anioły (o ile pamiętam) mają ze 30 cm wysokości i prezentują się bardzo dostojnie. Dopiero teraz zauważyłam, że te na zdjęciach są delikatnie przechylone w bok. Niestety to tylko mój brak umiejętności fotografowania i złe ujęcie. Miało być fajnie a ... nie jest. 

Pozdrawiam Was cieplutko i dziękuję za odwiedziny i komentarze :)


piątek, 3 kwietnia 2015

jajecznie

Dziś jajecznie, jajkowo albo jajcarsko (jak kto woli) :)
Ze względu na braki czasowe, dopiero dziś wzięłyśmy się z Małą za przygotowywanie domu do świąt. Na sprzątanie nie było czasu (uwielbiam, gdy mogę je sobie odpuścić), bo konieczne okazało się szykowanie pisanek. Zwykle tylko farbowałyśmy jajka ale w tym roku....

tadam :)
.....oblepiałyśmy je włóczką - nazywając wełniaczkami


 czasem pojawiła się jeszcze jakaś ozdóbka



... albo sznurek zamiast włóczki


ozdabiałyśmy cekinkami 




no i malowałyśmy woskiem - nazywając torturami :)



(i jedno nie poddane jeszcze malowaniu)


Niestety zachowało się tylko tyle, gdyż resztę zepsułam podczas farbowania. Niestety nie przewidziałam, że barwnik w szklance stygnie bardzo szybko i możliwe jest tylko jednokrotne wykorzystanie danego koloru. Ponadto stopiony wosk poobklejał inne jajka podczas ich wyciągania i ... klops. No ale cóż, człowiek uczy się na błędach - za rok pewnie już sobie darujemy malowanie woskiem :)




sobota, 14 marca 2015

wiosennie

Jeśli ktoś nie wie, gdzie jest wiosna - to odpowiadam - u mnie :)
To nie jest tak, że złapałam całą dla siebie, nie. Ja aż taką egoistką nie jestem. Złapałam tylko skrawek, kilka dni temu, gdy uciekała i chowała się za drzewami. Od tamtego dnia nie pokazuje się w okolicy ale przynajmniej mam jej namiastkę w domu.



Ostatnio zrobiłam kolejne podejście do frywolitki. Początkowo próbowałam czółenkiem, ale niestety nie bardzo miał mi kto pokazać co i jak, więc przerzuciłam się na igłę. Szło mi całkiem nieźle, ale jednak nie do końca pasował mi ten sposób,choć jest bez porównania łatwiejszy. Od kilku dni ponownie próbuję swoich sił we frywolitce czółenkowej. Na razie robię tylko proste formy, bo w całym mieście nie mogę kupić odpowiedniego czółenka. Mam jedno, ale potrzebuję także drugiego o które nie mogę się doprosić u sprzedawców. Ciągle słyszę, nie było  w hurtowni, zapomnieli przywieźć itp. Robię więc takie proste wprawki w oczekiwaniu na wytęsknione czółenko. 


A w międzyczasie ... temari:) To moja pierwsza kulka (miało być jajo, ale miałam tylko malutkie, na które nie jestem w stanie nawinąć nitki). Mam nadzieję, że to dopiero początek tej zabawy. 

Dziś tyle - ozdóbka na wazon i haft temari. Niestety na więcej nie starczyło czasu. W końcu, gdzieś tam .... czeka firana :)

sobota, 14 lutego 2015

serduszkowo


Dziś walentynkowo. Od trzech dni dziergam serduszka. Najpierw miało być jedno - czerwone. Potem pojawiła się opcja kilku pastelowych. Zamówienie wzrosło, gdy Mała postanowiła udekorować okno a potem jeszcze - gdy wpadła na pomysł obdarowania koleżanek. Jak wydziergałam około 20, stwierdziłam, że może wydziergam sobie serduszko w każdym kolorze jaki mam.


No i córa ... wymyśliła girlandę. Aktualnie nie jestem w stanie powiedzieć ile ich w końcu zrobiłam, na pewno powyżej pięćdziesięciu (to tak odnośnie robienia klika razy tego samego wzoru). 


 Tak czy inaczej dziergało się rewelacyjnie. Girlanda jeszcze nie zrobiona, bo brakuje mi dwóch włóczek z palety kolorów ale co ma wisieć ..... A jak na razie serduszka czekają w salaterce, jak ciasteczka i cieszą moje oczy. Część siedzi na patyczkach w doniczce u Małej, część u jej koleżanek, kilka u mamy no i jeszcze sześć mam odłożone do pracy. Zostało tyle:


 A tak wygląda mój "szydełkowy zakątek" :)



... i serduszka w zbliżeniu :)



Wszystkim proponuję poczęstowanie się i ..... zmykam,
bo M zabiera nas z Małą na walentynkowe szaleństwa :)