Dziś walentynkowo. Od trzech dni dziergam serduszka. Najpierw miało być jedno - czerwone. Potem pojawiła się opcja kilku pastelowych. Zamówienie wzrosło, gdy Mała postanowiła udekorować okno a potem jeszcze - gdy wpadła na pomysł obdarowania koleżanek. Jak wydziergałam około 20, stwierdziłam, że może wydziergam sobie serduszko w każdym kolorze jaki mam.
No i córa ... wymyśliła girlandę. Aktualnie nie jestem w stanie powiedzieć ile ich w końcu zrobiłam, na pewno powyżej pięćdziesięciu (to tak odnośnie robienia klika razy tego samego wzoru).
Tak czy inaczej dziergało się rewelacyjnie. Girlanda jeszcze nie zrobiona, bo brakuje mi dwóch włóczek z palety kolorów ale co ma wisieć ..... A jak na razie serduszka czekają w salaterce, jak ciasteczka i cieszą moje oczy. Część siedzi na patyczkach w doniczce u Małej, część u jej koleżanek, kilka u mamy no i jeszcze sześć mam odłożone do pracy. Zostało tyle:
A tak wygląda mój "szydełkowy zakątek" :)
... i serduszka w zbliżeniu :)
Wszystkim proponuję poczęstowanie się i ..... zmykam,
bo M zabiera nas z Małą na walentynkowe szaleństwa :)
bo M zabiera nas z Małą na walentynkowe szaleństwa :)