Obserwatorzy

poniedziałek, 26 czerwca 2017

jak zwykle to samo


Chciałam napisać, że nie wiem, jak to się stało, że mnie nie było, ale wiem - i to doskonale.
No cóż - ...czytałam
Tyle mam na swoje usprawiedliwienie. Od stycznia było to 61 książek, choć w sumie nie ma to już jakiegoś większego znaczenia. Ale niestety, o ile mogę oglądać TV i szydełkować czy supłać frywolitkę, tak połączenie tych czynności z czytaniem - jakoś mi nie wychodzi. 
Robótki więc nieco ucierpiały, ale oczywiście ciągle coś się dzieje. Planuję więc pokazać zdjęcia rękodzieła, które powstało a także od czasu do czasu pochwalić się tym, co przeczytałam. 

Tak więc zacznę od sówek.






Wszyscy znają już znają moje sówki, co nie znaczy, że wciąż ich nie dziergam. Zazwyczaj traktuję je jako mały drobiazg na pamiątkę i noszę zwykle w torebce "na wszelki wypadek". Zdjęcia, które wkleiłam, znalazłam na komputerze, choć sówek "fizycznie" nie ma - musiały być - chyba się rozeszły. Nie widziałam jednak również wpisu na blogu na ich temat - tak więc - nadrabiam. 

Jak widzieliście na początku posta, mam także misia.
Dziś misiak, z ruchomymi nóżkami (tzn. z wmontowanymi stawami).


Uwielbiam te miśki, Są takie słodkie w swym smutnym wyrazie pyszczków, że aż żal. 

Dziś, to tyle, jeśli chodzi o moje hand made (muszę sobie dawkować, bo najchętniej wkleiłabym wszystko a potem dziergałabym po nocach, żeby było czym się pochwalić). 
Zmykam do książki, a póki co, kilka słów o książce, którą ostatnio skończyłam czytać (tekst przygotowałam sobie wcześniej, więc teraz tylko wklejam) :)

Gwiezdny pył - Neil Gaiman
Pierwszą książką Gaimana, którą przeczytałam była "Księga cmentarna". Zafascynował mnie jego styl i od tamtego momentu nazwisko Gaiman, w mojej biblioteczce zajmuje coraz więcej miejsca. A "Gwiezdny pył", o którym mowa, to cudowna, baśniowa opowieść dla dorosłych. Chociaż książka przesycona jest magią, mamy bowiem upadłą gwiazdę (tzn. gwiazdę, która spadła z nieba), czarownice, jednorożce - nie brakuje także rytualnych uśmierceń zwierząt, zabójstw czy delikatnych scen erotycznych. Wszystko to jest fajnie wyważone ale do czytania dziecku nie polecam. Tak więc lepiej, żeby nie zwiedli Was podróżujący powozem martwi bracia, latający statkiem powietrznym łowcy błyskawic, czy walczący o koronę z unikornem lew - ta baśń, naprawdę nie jest dla dzieci. Książka ta, to esencja gaimanowskiego stylu. Autor za nic ma prawa fizyki, bawi się czasem, manipuluje emocjami czytelnika. Jest niesamowity. 
A może wolicie adaptację filmową? Claire Danes i Charles Cox w rolach głównych ale także Michelle Pfeiffer czy Robert De Niro (chyba nie uda mi się wymazać z pamięci widoku De Niro w sukience baletnicy). 

Pozdrawiam cieplutko


wtorek, 3 stycznia 2017

noworocznie


No i mamy Nowy Rok
Święta minęły jakoś szybko, nawet nie miałam czasu nic napisać ani pochwalić się tym, co przygotowałam. Grudzień przeleciał nie wiem kiedy. Oczywiście nałożyło się na to wiele rzeczy, a to ostatnie prezenty (w sumie jestem zorganizowana, bo większość była przygotowana już w listopadzie), a to w pracy sajgon (jak to zwykle w grudniu) no i jeszcze M mi się rozchorował, więc w sprzątaniu zostałam sama na polu bitwy, o zakupach nie wspomnę (to jest chyba najgorsza rzecz - kolejki za rybą, za suszem ... i kilogramy reklamówek do dźwigania). Zawsze załatwiał to M (zresztą w ostatniej chwili - czego nie cierpię, ale cóż - skoro lubi stać w kolejkach - to jego wola. Tyle, że przez jego choróbsko zostałam z tym sama). Mała z temperaturą 37,5 - 38 zastanawiała się, czy też nie zachorować, więc aby pomóc jej w podjęciu dobrej decyzji - zagoniłam do łóżka. Całe szczęście - nic się nie wykluło ale wszystko niestety spadło na mnie. 

Skończyło się na tym, że dekoracje zostały w większości z tamtego roku, z wyjątkiem kilku nowości, które wszystkim (przynajmniej tak mówią) przypadły do gustu.

Tak więc powstała papierowa choinka


To całkowita nowość.
Pojawiła się, ponieważ konieczne okazało się uprzątnięcie szafy,
a właśnie na niej leżały czekające rurki gazeciane. 



 Trzy godziny i choinka gotowa. Miałam problem z pniem, ale w końcu też powstał z rurek. Malowanie, dekorowanie i włala. 


Kolejna dekoracja to zimowe obrazki. Zwykle wiszą tam kolorowe szydełkowe serduszka - tym razem - szyszunie z różnych odsłonach - a to maźnięte białą farbą, a to srebrną lub złotą a to całkowicie zwyczajne. 


 Na pierwszym planie szydełkowe śnieżynki zwisające z żyrandola.

Cotton ballsy już pokazywałam. Jest ich dziesięć i w środku mają zamontowane niebieskie światełka ledowe (niestety nie było już białych - bardzo żałuję).

Dekoracyjne świece, to kolejna nowość, która na pewno pojawi się podczas kolejnych świąt. Są świetne. Bardzo mi się podobają. Idealne do każdego wystroju, można je dowolnie modyfikować i dodawać kolorystyczne akcenty - dla mnie bomba.




No i mój konik - wianuszek. Z niego jestem naprawdę dumna. Pierwszy raz robiłam taką dekorację i na pewno nie ostatni. Zwykle część wykorzystanych dekoracji zanoszę do pracy - wianuszka jednak chyba nie wyniosę :) Uwielbiam go.





No i tradycyjna choinka - jest wyjątkowa, ale nie potrafię zrobić jej ładnego zdjęcia. Tak naprawdę nie ma już na niej prawie bombek (jedynie te, które Mała przywiozła z wycieczki szkolnej do fabryki bombek), są za to cukierki, filcowe zawieszki, szyszki, krążki suszonych jabłek i pomarańczy no i kilka szydełkowych gwiazdek :)


Niestety nie udało mi się zrobić wszystkiego - druciana choinka stoi za szafą i czeka na moją wenę - żałuję, że jej nie zrobiłam, ale nie mam wyrzutów sumienia. Zrobiłam, ile dałam radę. Goście zadowoleni z prezentów, najedzeni, zachwyceni atmosferą i zapachami (właśnie znalazłam jeszcze na kaloryferze w kuchni suszone pomarańcze).
 Czuję się urobiona po łokcie ale dumna, szczęśliwa i spełniona. I tak chciałabym się czuć w przyszłe święta. Tego życzę także Wam, z okazji Nowego Roku.

A Wam jak podobają się takie dekoracje?  Czy któreś wyjątkowo przypadły Wam do gustu?